Kolejny test, który po tym dotyczącym Echophona kończę po dłuższym odstępie czasu. Kilka miesięcy temu na wstępie napisałem: “Upchniecie tylu gałek i gniazd w 10 hp to chyba najbardziej skrajny przejaw chorej euro-miniaturyzacji. Gałki na prawdę z trudem się przekręca, trzeba przy tym używać paznokci i wystających z gałek białych wskaźników. Koszmar, niemniej Phase Displacement Oscillator to jeden z najciekawszych modułów w euro, wiec warto połamać sobie na nim paznokcie!”. To już jest nieaktualne, bo właśnie pojawiła się nowa wersja PDO rozwiązująca powyższy problem, niestety kosztem kilku gałek z jedynki.

PDO to analgowo-cyfrowa hybryda stworzona głównie z myślą o syntezie Phase Distortion – ta sama z której zasłynęły syntezatory Casio z serii CZ i za sprawą której symulowana była synteza FM w Yamahach DX. Dzięki swojej konstrukcji, oscylator ten może sprawdzić się również w wielu innych aplikacjach. Sercem układu jest analogowy oscylator, cyfrowy jest jedynie waveshaper, który daje dostęp do czterech przesuniętych w fazie wyjść. Przesuniecie to można modulować za pomocą CV. Każde z czterech wyjść może mieć ustawiony inny kształt fali – począwszy od sinusa, przez piłę po puls, wraz z kilkoma stadiami pośrednimi (ich liczbę można powiększyć o kolejne stadia przestawiając zworkę na PCB). Fale można zmieniać niezależnie dla każdego wyjścia, ale za pomocą jednej gałki i przycisku selekcji wyjścia. Wszystko sygnalizują diody powyżej gałek. Nie jest to wybitnie praktyczne – zmiana czterech fal wymaga trochę zachodu i co najgorsze może być kłopotliwa podczas grania na żywo. Z drugiej strony DX7 oferował tylko sinus, a i tak był niezłą kopalnią brzmień, no i jego menu było dużo bardziej uciążliwe.

PDO może zejść dużo poniżej zakresu audio i pracować jako LFO, do tego kwadraturowe z czterema wyjściami dowolnie przesuniętymi w fazie (pamiętajcie o możliwości przesuwania fal za pomocą CV!). W tym wypadku spora ilość kształtów fal jest niezłym atutem.

Fale piłokształtne pozwalają uzyskać całkiem przyjemne przebiegi zbliżone do supersaw. Mając PDO wkręcony obok WMD GWS, muszę powiedzieć, że WMD, buduje własne rozpoznawalne brzmienie. Ich konstrukcje zawsze są wyjątkowo ciekawe i eksplorują techniki rzadko spotykane nawet w zatłoczonym świecie euroracka (z perspektywy, kilku miesięcy, które minęły od czasu kiedy to pisałem i kilku nowych modułów WMD, które się pojawiły, stwierdzenie to zdaje się oczywiste).

Najbliższą konkurencją PDO zdaje się FMVDO Modcana, też zaprojektowany z myślą o syntezie FM. Mamy w nim do dyspozycji coś w rodzaju jedną parę operatorów z DX7, a właściwie TX81z bo do dyspozycji mamy więcej niż jedną sinusoidalna falę.  Rozwiązanie zastosowane w PDO ma jednak pewne przewagi. Mamy w prawdzie jeden oscylator, ale jego możliwości wykraczają poza te oferowane przez dwa w FMVDO. Modulacja fazy daje też lepsze efekty niż klasyczne FM jeśli chodzi o stabilność stroju. Modulowanie fazy sygnałami audio działa podobnie jak waveshaping – gama brzmień jest przeogromna, począwszy od całkiem przyjemnych brzmień (kiedy modulujemy PDO samym sobą) po bardziej dysonansowe kiedy do modulacji wykorzystamy inne odpowiednio odstrojone oscylatory. Zwykle FM na falach o większej ilości harmonicznych bywa ciężkie do okiełznania, phase distortion i pod tym względem jednak wydaje się przyjaźniejsze, choć trzeba przyznać że przy sygnałach bardzo złożonych harmonicznie aliasing może dać się we znaki.  Gęste dysharmoniczne brzmienia w wyższych rejestrach mogą przekształcić się w cyfrowy szum.

Warto też zwolnić modulatory, bo przesuwanie fazy wolnymi przebiegami jest równie ciekawe i często skutkuje niebywale hipnotyzującymi organicznymi dronami, z ciekawym efektem phaseingu.

PDO już doczekało się dwóch ekspanderów. Jeden to filtr antyaliasingowy, który jak dla mnie, mimo wszystko, bardziej by się przydał oscylatorom wavetable dostępnym w euro. Drugi to potrójny VCA – i to już dużo ciekawsza opcja bo do animacji przebiegów PDO VCA są nieodzowne. Wygodne jest też wewnętrzne połączenie obydwu modułów, normalizacja pozwala uniknąć niepotrzebnego spaghetti. Na plus WMD należy policzyć to że obydwa moduły mogą działać samodzielnie, więc nic nie przeszkodzi by poczęstować filtrem niesforne Gamma Wave Source albo Piston Hondę, a trzy VCA z drugiego ekspandera wykorzystać do trzech różnych funkcji. VCA jest o tyle ciekawy, że każdy blok posiada dwa wejścia, “-” i “+” . Kiedy napięcie sterujące schodzi poniżej 0v pogłaśnia się wejście “-” kiedy napięcie ma więcej niż 0v pogłaśniane jest wejście “+”. To pozwala na modulację każdej z faz PDO dwoma rożnymi sygnałami i wprost niewyobrażalną złożoność wypadkowych brzmień.

PDO nie należy do najtańszych oscylatorów, a dodatkowo jego niepozorny wygląd potrafi zmylić, a  nawet odrzucać, ale nie dajcie się zwieść, to doskonałe wszechstronne narzędzie. Nie trudno mi wyobrazić sobie cały system zbudowany w oparciu o ten moduł, tym bardziej że dzięki ekspanderom i możliwościom które przynoszą w tym przypadku kolejne źródła modulacji PDO będzie się rozwijać z każdym systemem ujawniając coraz to nowe zastosowania.