Każdy nowy moduł od Makenoise budzi szalone podniecenie, trudno znaleźć jakąkolwiek negatywną opinię, poza może tymi odnoszącymi się do grafiki na panelach. W mommencie kiedy rozpoczynałem pisać ten test wszelkie “ohy” i “ahy” osiągnęły apogeum za sprawą oscylatora DPO (od którego najwyraźniej nie odstrasza nawet wyjątkowo wysoka cena) i delaya/pitchshiftera Echophon. Starałem się nie ulec ogólnej fali szału i dość długi czas, przed premierą ignorowałem obydwa moduły i o ile do tej pory szczęśliwie nie wpadłem w sidła miłości do DPO, Echophon dopadł mnie w Schneiders Laden.

Echophon to kolejny po Phonogene (szczęśliwie nieco tańszy) moduł DSP który Tony Ranaldo przygotował przy współpracy speca od programowania, tym razem mowa o Tomie Erbe z Soundhack. Sama konstrukcja została zainspirowana wtyczką vst Springer Tempophon. Oryginalna konstrukcja opiera się na technice pitch shiftingu polegającym na modulacji dwóch linii opóźnienia odwróconymi fazowo falami prostokątnymi, efektem jest specyficzne brzmienie. To jednak jedynie wierzchołek tego co kryje moduł.

Do dyspozycji mamy układ pitchshiftingu i układ delaya, obydwa można łączyć na różne sposoby (do dyspozycji mamy chociażby trzy tory feedback). Gdyby tego było mało układ ma kilka miłych dodatków. Po pierwsze: wejście tap tempo i wyjście clock – obydwie funkcje sprawiają, że synchronizacja Echophona z sekwencjami, samplami etc jest prawdziwą przyjemnością. Po drugie: funkcję Freez, pozwalającą na zapętlenie sygnału (maksymalne opóźnienie to 1,7 sekundy i taki loop mamy do dyspozycji), efekt jest destruktywny – czyli poruszenie gałki długości opóźnienia spowoduje zniekształcenie loopu, całość działa jak w starych rackowych delayach typu Korg SDD 3000. Po trzecie: wejście 1v na oktawę do pitchschiftera, pozwalające na wykorzystanie Echophona jako specyficznego oscylatora, lub po prostu dostrojenie przetworzonego sygnału.

Jeden rzut oka na niemały panel modułu (20hp), upewni nas, że MakeNoise dodał tyle funkcji  ile się dało.

Wspominałem o rożnych torach sprzężenia delaya, przekręcając gałkę w jedną stronę sprzężenie przechodzi przez pitch shifter i każde kolejne odbicie jest obniżane lub podwyższane w zależności od ustawień,   kiedy gałkę przekręcamy w drugą stronę od punktu zerowego tor feedback pomija pitch shifter. Dodatkowo mamy do dyspozycji gniazda do patchowania zewnętrznie sprzężenia z użyciem dodatkowych modułów.

Ok. Z Echophonem można zrobić bardzo dużo, podobnie jak to było w przypadku Phonogene z którym dzieli platformę DSP. Czy to oznacza również to samo lo-fiowe brzmienie? Nie! Na pewno nie jest to hi-end na obecne czasy, ale jest bardzo przyzwoicie. Wprawdzie Make Noise ugina się pod wieloletnim doświadczeniem np. Eventide (Echophon vs. H3000), ale jak na moduł Eurorack nie ma się do czego przyczepić, zwłaszcza, że delaye to cały czas rzadkość w tym formacie a jedyna sensowna konkurencja to wycofywane Z-DSP i E580.

Skończmy jednak ze słodzeniem. Znajdzie się też kilka wad. To co utrudnia prace najbardziej to brak wyczuwalnego punktu środkowego w przypadku kilku gałek mających tam właśnie punkt zerowy. Gałki ogólnie są słabym punktem MN. Plastikowe potencjometry po założeniu na nie większych gałek, na najnowszych modułach, zdają się być jeszcze bardziej chybotliwe. Wspominałem o tym nie raz, nie dyskwalifikuje to modułów, ale za te pieniądze życzyłbym sobie czegoś solidniejszego.Tony z Make Noise ma świetne pomysły, niestety w przypadku cyfrowych modułów, wielu może mieć zarzuty co do ich brzmienia. Wiem, że przed chwilą pisałem, że nie ma się do czego przyczepić, ale Eurorack, zdaje się być 10-15 lat w tyle jeśli chodzi o technologię, w końcu H3000 o którym wspomniałem ma już ponad 20 lat. Rozumiem to bo w końcu małe manufaktury nie są w stanie sfinansować całego sztabu pracującego nad algorytmami DSP, nie mają też takiego know how jak Lexicon czy Eventide. W sercu modułów też często znajdują się dużo prostsze rozwiązania niż te które znaleźć można w popularnych kostkach Bossa czy nawet Behringera. Z drugiej strony ani Lexicon ani Boss czy Behringer, nie spojrzą na proste i popularne od lat efekty z nowej perspektywy. Nie twierdzę że Echophon brzmi słabo (tak nie jest), ale biorąc pod uwagę sam delay brak mu trochę finezji i brzmi gorzej niż  E580 Synth Techa, który w euro jest jak na razie najlepiej brzmiącym cyfrowym delayem, moim zdaniem (zaznaczam że nie miałem do czynienia z nowym Modcanem). Czy należy się tym przejmować? Każdy powinien ocenić sam, ja mimo tych zarzutów jestem z Echophona bardzo zadowolony, ale rozumiem, że ktoś przyzwyczajony do studyjnego hi-endu może być zawiedziony – tylko tym też powodowany jest mój wywód.

Siłą Echophona nie jest w końcu hi-endowe brzmienie, a “patchowalność” i nietuzinkowe nowe zastosowania, pod tym względem jest on wzorowo zaprojektowany. Ogromna liczba punktów CV pozwala traktować moduł jako pitch shifter, delay, sampler, chorus, nawet jako oscylator, hybrydę wavetable i syntezy pseudo-granularnej, która bez problemu podda się napięciu 1v/oktawę. Wszelkie szaleństwa bardzo łatwo można synchronizować lub synchronizować do nich.

Czy jest w euro jakaś konkurencja? Zapewne można by było znaleźć jakieś programy na Z-DSP, które zbliżą ten moduł do Echophona, ale nie ma co liczyć na tę samą swobodę. Jest FX6 Flame, który między innymi oddaje do dyspozycji combo pitch/delay, ale to bardzo prosty układ. W końcu nie wydając więcej, można złożyć zbliżony układ z dwóch A112 i matrycowego miksera Doepfera – taki zestaw nie będzie się pokrywał w 100% z Echophonem, ale to chyba najciekawsza alternatywa, zwłaszcza dla tych którzy chcą się zanurzyć w prawdziwym lo-fi, ale za pomocą tego zestawu trudno będzie odwzorować możliwości synchronizacyjne Echophona, a to jest bardzo duży atut. Tutaj może wydać się alternatywą nowy delay Modcana, niestety jeszcze droższy i pozbwiony pitchshiftera.

Podsumowując Echophon to na prawdę udana konstrukcja, i jest to kolejny moduł MakeNoise do grania – to chyba jest najbardziej pociągające w konstrukcjach manufaktury, szybko zapomina się o braku klawiatury czy jakiegokolwiek innego kontrolera.