Talking Synth z pewnością, na pierwszy rzut oka, nie jest tak zagadkowy jak opisywany ostatnio A196, ale sam pomysł wydaje się na tyle absurdalny by ta rubryka stanowiła idealne dla jego testu miejsce. Moduł oparty jest o chip SpeakJet, który kryje syntezator mowy. Oczywiście, daleko mu do ludzkiego głosu i mimo możliwości dość szerokiego wpływania na to co synth będzie mówił i jakim tembrem, frazy przez niego wypowiadane nadadzą się do udźwiękowienia co najwyżej zabawkowych robotów. Niedoskonałość układu jest na tyle duża, że wiele fraz trudno w ogóle zrozumieć. Nie od dziś jednak wiadomo, że to co nadaje się do niedoskonałych zabawek, może idealnie sprawdzić się jako źródło muzycznych eksperymentów. Pierwsza prezentacja mojego Talking Syntha została przyjęta z rezerwą (Marcin nie zapomnę twojej miny :)) postaram się jednak przekonać was, że to całkiem użyteczny moduł, który nie koniecznie musi udawać robocie chroboty jednoznacznie kojarzące się z wokoderem.

Talking Synth, może pracować w trzech trybach: generować prosty ton; zgłoski i pojedyncze krótkie dźwięki o mniej lub bardziej wokalnym charakterze (coś w stylu robociego beatboxingu i dźwięków ze starych gier elektronicznych); w końcu 120 całych wyrazów/fraz.

Opcja ostatnia jest zdecydowanie najmniej interesująca, a zestaw wyrazów jakoś mało inspirujący, choć do muzyki tanecznej albo plondrofonii może się nadać. Poza standardem typu “one, two, three…” mamy trochę astronomi i fizyki (“neutron”, “moon”, “galaxy”), trochę muzyki (szczególnie “tekkno” jest urzekające), używek (“drugs”, “cigaretts”) a nawet filmu (“i’ll be back”). Poza tym, że nie wiem czy ktoś złoży z wybranych wyrazów jakiś użyteczny tekst (“rastaman talk about drugs and sex” albo “pleas turn off dance music” to dwie niezbyt ambitne próbki sklecone na szybko). Problemem jest adresowanie 120 słów za pomocą cv, precyzyjne dostrojenie sequencera nie jest zbyt przyjemne, a do tego trzeba jeszcze odpowiednio ustawić triggery wyzwalające słowa. Nie znaczy to oczywiście że tryb jest bezużyteczny, kiedy pitch ustawi się na minimum wyrazy zamienią się w całkiem przyjemne quasi przypadkowe skrzypienia i charkoty, które możemy modulować dzięki pozostałym parametrom (zmiana tembru, szybkości powtarzania wyrazu i jego wybór).

Tryb drugi daje już znacznie szersze pole manewru, dzięki możliwości wyzwalania dźwięków triggerem i bogatej implementacji sterowania CV zyskujemy ciekawy syntezator perkusyjny. Nie spodziewajcie się jednak tradycyjnych brzmień, to co wypluwa z siebie Talking Synth to szerokie spektrum sapnięć, brzmień rodem z 8 bitowych komputerów, i robocich (słowo klucz) głosek i  burczeń. Mnie osobiście ten tryb urzekł. Niektóre z tych brzmień oferują znacznie szersze możliwości modulacji od innych (niektóre praktycznie w ogóle nie poddają się manipulacjom gałkami), ale na prawdę spora grupa wydała mi się użytecznych. Pewnym problemem jest to, że po wyzwoleniu dźwięku nie jest możliwe retriggerowanie go zanim nie wybrzmi do końca. Głównym minusem Syntha jest jednak jego powolność, wynikająca niestety z samego chipu SpeakJet. Stąd trudno będzie Talking syntha nakłonić do wypluwania z siebie czegokolwiek w jakiś morderczych tempach. Bardzo ambitni mogą próbować z głosek układać nowe wyrazy, ale tak jak wspomniałem, użycie gotowych wyrazów jest pracochłonne, a co dopiero budowanie ich z głosek (pomocą dla wytrwałych będzie tabela z instrukcji opisującą głoski wraz z przykładami zastosowania).

Rodzynkiem zdaje się tryb pierwszy, najmniej oczywisty bo sięgający do samych trzewi układu i generujący podstawowy ton, z którego zbudowane są pozostałe tryby – od sinusa po coś w rodzaju piły (przynajmniej według producenta). Jak zwykle u Flame wiele funkcji jest upchniętych w średnio logiczny sposób. Mistrzostwem świata jest gałka LFO w omawianym trybie, która odkręcona w lewo powoduje modulacje amplitudy przy fali piło kształtnej a odkręcona w prawą modulacje przy fali sinusoidalnej, określenie LFO jest mylące, całość brzmi raczej jak FM, schodzi poniżej zakresu audio, ale nie na tyle by określenie LFO było w pełni uprawnione. Mniejsza z tym, Talking Synth może nawet z prostego tonu wygenerować wiele ciekawych brzmień. Mnie powaliła ilość miłego dołu, która drzemie w tych falach – nie tak częste zjawisko w ciekawych brzmieniowo, ale wykastrowanych zwykle z basu cyfrowych oscylatorach. Podstawowy ton można ubarwić ciekawie brzmiącym cyfrowym szumem. Zdaniem producenta wejście pitch jest skalibrowane 1v/oct, przyznam że nie sprawdzałem tego dokładnie, ale po mimo fajnego brzmienia Talking synth, jak wspomniałem, dosyć ospale reaguje na cv co utrudnia korzystanie nawet z tego trybu w sposób bliższy tradycji.  Regulacja PITCH dodatkowo jest kwantyzowana, wyklucza to płynne zmiany wysokości, ale na osłodę czwarta gałka w tym trybie pozwala wybrać jedną z kilku skal. Wykorzystanie modułu jako tradycyjnego oscylatora będzie utrudnione, zwłaszcza w seqwencjach w których liczy się szybkość reakcji i krótki attack. Warto pomagać sobie wtedy triggerem.

Talking Syntha trudno kupić kierując się zdrowym rozsądkiem, z drugiej strony kiedy już go kupiłem zdrowy rozsądek nie protestował. Jest to z pewnością moduł mało uniwersalny i niezwykle charakterystyczny, z drugiej strony potrafi zaskoczyć bogactwem ukrytych brzmień. Podejrzewam, że niegłupim rozwiązaniem jest wspomaganie się samplerem by ułatwić sobie pracę z tym niesfornym malcem. Kolejny moduł Flame równie genialny co irytujący w użytkowaniu. Nikt nie powiedział że będzie łatwo.

poniżej demo, nagrane z użyciem wyłącznie Talking Syntha i sequencerów Rene i Moskwa. Bez filtrów, pogłosów, delayi etc. Nie ukazuje pełni zastosowań modułu, ale liczę, że uzmysłowi wam bogactwo brzmień w nim drzemiących.